Henri Heikkinen

Valco Oy, najmilsza zła korporacja świata i czołowy fiński producent słuchawek, ogłasza, że zatrudniony interwencyjnie inwestor Markus Eronen zaliczył udany exit z firmy.

Po sprzedaży swojej firmy Markus, cierpiący z powodu zbyt wypchanego konta bankowego, wpadł w spiralę bezrobocia. Na początku 2024 roku był praktycznie zmuszony zainwestować w Valco, żeby zabić czas i zatrudnić samego siebie przy czymś choć trochę sensownym.

Za sterami Valco jego głównym celem było wzmocnienie zasobów finansowych spółki i umożliwienie założycielom spełnienia marzeń o złotych zegarkach, sportowych furach, majestatycznych łodziach i innych tego typu niezbędnikach. Latem udziałowcy i klienci Valco mogli już podejść całkiem blisko, korzystając z przejażdżki wypasioną łodzią Markusa.

Zgodnie ze swoimi obietnicami Markus pracował niestrudzenie, żeby spełnić marzenia założycieli Valco. Niestety oczekiwał tego samego od innych, a to średnio pasowało do kultury Mañana panującej w firmie i olimpijskiego poziomu unikania pracy. Z jego odejściem nie wiąże się jednak żaden większy dramat. Przeszedł za stery rodzinnej firmy produkującej drzwi i okna, a jego czasu i tak nie starczyłoby na balansowanie tego z tak psychicznie wyczerpującą firmą jak Valco.

Teraz, kiedy do Markusa pieniądze dosłownie wpadają drzwiami i oknami, Valco znowu jest wolne od inwestorów. W praktyce oznacza to tyle, że nikt nie próbuje już przemawiać nam do rozsądku ani nie domaga się od nas jakiejkolwiek odpowiedzialności czy systematyczności. Valco świętuje tę wolność powrotem do tradycji i spaleniem wszystkich tych pięknych raportów, arkuszy Excela oraz sporej części księgowości na efektownym stosie.

Valco Oy serdecznie dziękuje Markusowi za jego hojny wkład, niemal nieskończoną cierpliwość i przede wszystkim za jego umiejętności w Excelu, które dla naszego personelu były jak czarna magia. Nieważne, jak bardzo tłumaczył nam swoje tabelki, i tak widzieliśmy tam głównie losowe liczby i tajemnicze symbole, które równie dobrze mogłyby być starosumeryjską listą zakupów.

Swoim exitem Markus po raz kolejny udowodnił, że Valco to jednak naprawdę niesamowita maszyna do robienia pieniędzy. Jego inwestycja okazała się znacznie bardziej dochodowa niż na przykład akcje Tesli na początku 2025 roku.

Zwykle firmy z dumą informują, jak udało im się zebrać gigantyczne sumy nowego kapitału inwestycyjnego. W naszym przypadku powód do świętowania jest dokładnie odwrotny: nasz inwestor dostał pieniądze, a my w zamian możemy od teraz swobodnie odwalać dokładnie tyle dziwactw, ile nam się podoba.

Szczerze życzymy Markusowi powodzenia na nowej ścieżce kariery. Po exicie Markusa wróciliśmy do naszego tradycyjnego trybu pracy, czyli gapić się pustym wzrokiem w ekran i czekać, aż sukces wydarzy się sam. Tak jak powinno być. Nasza długoterminowa strategia pozostaje bez zmian: nadal budujemy Gwiazdę Śmierci i podporządkowujemy sobie cały wszechświat, najlepiej tak, żeby nikt z nas nie musiał się przy tym za bardzo narobić.

Stosowny tematycznie filmik poniżej: